Pamiętny rok 1981. Po 16 miesiącach „swawoli i wygłupów” społeczeństwa generał Jaruzelski wraz z całym aparatem partyjno-wojskowo-milicyjnym powiedział stanowcze, żołnierskie „dość”. Wprowadził stan wojenny.
Z dzisiejszej perspektywy wydaje się to zupełnie absurdalne i niezrozumiałe. Zwłaszcza dla młodych, urodzonych już po upadku syfu zwanego Polską Rzeczpospolitą Ludową. Zawsze mnie korci, żeby o tym przypominać, ale coraz częściej zdaje mi się, że nie da się tego zrobić w kilku krótkich zdaniach. Należałoby opowiedzieć czym był PRL, czym były protesty społeczne i jak je ludowa władza tłumiła. Starałem się odrobinę klimatu tych czasów zawrzeć w swojej książce o zespole. Ale wciąż mam wrażenie, że to i tak jest niewyobrażalne dla ludzi żyjących dziś. Kiedy pomyślimy o braku telefonów, kart płatniczych, kredytowych, komputerów, internetu, googla, gps’ów itp. wydaje się to być niemożliwe. A kiedy dołożymy do tego brak mieszkań, żywności, ubrań, środków czystości (zwłaszcza papieru toaletowego) itd, to mamy obraz niewyobrażalny. Jednak tak było. I musieliśmy w takich warunkach bytować. Jedni radzili sobie lepiej, drudzy gorzej. Na szczęście rzeczy przykre szybko są usuwane ze świadomości społecznej. Pamięta się tylko to, co chce się pamiętać. Albo to co było sympatyczne. To taka samoobrona organizmu, żeby nie popaść w totalną depresję. Dla mnie osobiście ważne jest jednak, żeby zupełnie nie zapomnieć. Bo wtedy społeczeństwo wpada w schizofrenię. Jaruzelski staje się bohaterem, Kwaśniewski z Millerem zacnymi politykami, a propagandowa muzyka z PRL’owskich mediów miłymi przebojami.
Ja jestem zwolennikiem nazywania rzeczy po imieniu. Nie lubię konfabulować i ściemniać. Jeśli prześladowano lub niszczono ludzi za przekonania, to nie możemy udawać, że tak nie było.
Nieraz zdaje mi się, że zwolennicy tzw. twardej ręki w polityce wzdychają z tęsknotą do możliwości jakie wówczas dawała władza. Można było rozprawić się z adwersarzami w sposób ostateczny. Np. jak to czyniono po II wojnie światowej rozstrzeliwując lub zamykając w więzieniach przeciwników komunistycznej Polski. Dziś widzę taką tęsknotę u ludzi o zupełnie, jak by się wydawało poglądach politycznych, niż u „utrwalaczy władzy ludowej”. Oj dać taką możliwość niektórym politykom prawicy… Myślę, że trup ścieliłby się gęsto. Wszak nienawiść do innych zawsze jedno ma imię. Niezależnie od poglądów. Jest pewna grupa osobników, którzy doskonale odnajdują się w zastanej rzeczywistości politycznej. To są tak zwani działacze. Czy to w PRL, czy w III RP. Oni zawsze wiedzą lepiej, więcej i wszystkim zaraz pokażą, kto ma rację. Podejrzewam, też, że świetnie sprawdzili by się w organach władzy dającej takie możliwości jak wprowadzenie stanu wojennego. Dlatego też jeśli będziemy pamiętać jak to kiedyś bywało, łatwiej będzie ustrzec się błędów w przyszłości.
KG
Tekst opublikowany w grudniowym numerze Teraz Rock
“Mamy wolność słowa
I wolność bycia sobą
Mamy prawo wyboru
I prawo do bycia idiotą.“
Dezerter 2010